By spojrzeć w lustro...
Tekst kazalny: Jan 9,1-7
Drodzy ...
Jezus z wyciągniętą pomocną dłonią w stronę człowieka potrzebującego ratunku, jest równie często przedstawiany na obrazach jak ukrzyżowany czy idący w stronę Golgoty.
Jednak to wciąż ta sama osoba! Lekarz ludzkiego ciała, jak i duszy. Niezmienny w miłości do człowieka.
W dzisiejszym tekście kazalnym, widzimy go jak uzdrawia niewidomego od urodzenia.
Człowieka, który nie wiedział co to jest zachód słońca czy piękno przyrody. Nie widział jak wygląda Jerozolima - miasto w którym żyje. Człowieka, który cierpiał.
Lecz to, cierpienie nie kończyło się na fizycznym zaburzeniu jego cielesnej natury.
Ówczesny Izrael uważał, każdego kto urodził się ułomnym za grzesznika, którego własna wina lub wina jego rodziców, wobec Boga stanowiły o kalectwie.
Stąd i pytanie uczniów: "Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym uradził?"
I co odpowiada Jezus:
"Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże".
Te słowa stały się z pewnością bardzo ważne dla jego wewnętrznego spokoju, w szczególności, iż w dalszym ciągu pozostawał on jeszcze niewidomy. Były jakby mową adwokacką w obronie godności tego człowieka, który od lat był sądzony i wyszydzany przez ludzi.
Jezus wpierw uleczył jego duszę. Włożył w tego człowieka wiarę w Boga i w siebie, iż to nie jego wina, że nie widzi. On biedny żebrak spod synagogi jest z ogniwem Bożego planu zbawienia ludzkości. Na jego osobie ma się objawić chwała Boża.
I tak się stało!
Jezus pluje na ziemię, z śliny czyni błoto i nakłada je na oczy ślepego. Potem mówi:
"Idź i obmyj się w sadzawce Syloe."
Ta kuracja śliną dziś nam może wydawać się czymś śmiesznym i niedorzecznym. Lecz 2000 lat temu i wcześniej, prawie każdy lekarz używał śliny do różnych kuracji. Stąd i Jezus także kilkakrotnie użył śliny do uzdrowienia ludzi z ich chorób.
Jednak jak pamiętamy nie to było najważniejsze lecz wiara człowiek leczonego!
Chorzy by być uzdrowieni musieli wierzyć w Syna Bożego.
To samo stało się i w tej sytuacji. Ten niewidomy człowiek, bez pytania, bez chwili zwątpienia, rusza by zmyć ze swoich oczu osnowę ciemności, która tkwiła w nim od urodzenia.
I otwiera je. Po raz pierwszy patrzy na świat, który go otacza. Po raz pierwszy widzi swe oblicze w sadzawce Syloe. I tych, który stoją obok - świadków owego cudu.
On wyzdrowiał dzięki Jezusowi Chrystusowi!
W tym miejscu sami zadajmy sobie pytanie:
A co z naszą ślepotą, która raz jest mniejsza raz większa? Nie mówię tu o chorobie oczu, lecz serca. Gdzie raz stajemy się człowiekiem krótko wzrocznym. Zajmuje nas to, co najbliżej.
Czas ucieka nam między palcami. Łapiemy wszystko co się da na raz. Nie myśląc o jutrze i o Bogu, bo wciąż mamy jakieś "ważniejsze" sprawy do załatwienia. Innym zaś razem dalekowzroczność. Wyglądanie w odległą przyszłość. Plany na: za miesiąc, rok czy dziesięć lat zakrywają nam to, co się teraz wokół nas dzieje. Rodzinę, przyjaciół, Kościół i Boga. Zatracamy kontakt z rzeczywistością. To właśnie ślepota nas ludzi dzisiejszych czasów.
Lecz nam, tak jak tamtemu człowiekowi, nie potrzeba okulisty lecz Chrystusa. Gdyż bez wiary, w Syna Człowieczego, ślepota naszych serc nie zniknie. Pamiętajmy, iż wpierw jego dusza została oczyszczona a potem ciało. Tak powinno być i z nami!
Każdego dnia wielu z nas budzi się rano i staje przed lustrem. Spogląda w nie i widzi człowieka, do którego raz chce uśmiechnąć się, powiedzieć "dzień dobry", będąc dumny z wczorajszego dnia, iż coś dobrego zrobiliśmy dla innych. A tym czynem wychwalając Boga i dając świadectwo tego, iż jesteśmy chrześcijanami.
Innym zaś razem, nie chcemy w ogóle spoglądać na tę osobę w lustrze, gardząc nią. Chcąc zapomnieć o tym, co wczoraj robiłem.
To lustro staje się dla nas jak gdyby sadzawką Syloe, w której ów uzdrowiony przez Jezusa po raz pierwszy w życiu przejrzał się. Jednak on tam znalazł oblicze człowieka usprawiedliwionego przez Chrystusa. Człowieka, który wierzy.
A jakie my znajdujemy oblicza w naszych lustrach? Czy duchowa choroba wciąż toczy nasz organizm?
Mam nadzieję, że nie. I że wielu z nas może spokojnie patrzeć w swe lustrzane odbicie.
Co rano ruszając w nadziei i wierze, w prowadzeniu przez Duch Świętego. I że każdy dzień naszego życia jest życiem w służbie Bogu.
Zarówno grzeszny jak i sprawiedliwy jest każdy, kto żyje tu na ziemi i wierzy w dar płynący z krzyża Golgoty dla nas ludzi. Grzeszny - gdyż w ciąż żyjący pożądliwościami tego świata.
Sprawiedliwy - gdyż już odkupiony niewinną męką Jezusa Chrystusa na krzyżu.
W nim objawiła się ogromna łaska Boża i z tej "łaski przez wiarę zbawieni jesteśmy", jak mówi apostoł Paweł. Tak jak ten niewidomy, z łaski i miłości Chrystusowej uzdrowiony został przez wiarę swoją. By ujrzeć swą prawdziwą twarz - zbawionego.
Amen
Ks. Tomasz Wola
Oczekiwanie
Tekst kazalny: Łuk 1, 67 - 79
67. A Zachariasza , ojca jego, napełnił Duch Święty, więc prorokował tymi słowy:
68. Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, że nawiedził lud swój i dokonał jego odkupienia,
69. I wzbudził nam mocarnego Zbawiciela w domu Dawida, sługi swego,
70. Jak od wieków zapowiedział przez usta świętych proroków swoich,
71. Wybawienie od wrogów naszych i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą,
72. Litując się nad ojcami naszymi pomny na święte przymierze swoje
73. I na przysięgę, którą złożył Abrahamowi, ojcu naszemu, że pozwoli nam,
74. Wybawionym z ręki wrogów bez bojaźni służyć mu
75. W świątobliwości i sprawiedliwości przed nim po wszystkie dni nasze.
76. A ty, dziecię, prorokiem Najwyższego nazwane będziesz, bo poprzedzać będziesz Pana, aby przygotować drogi Jego.
77. Aby dać ludowi jego poznanie zbawienia przez odpuszczenie grzechów ich,
78. Przez wielkie zmiłowanie Boga naszego, dzięki któremu nawiedzi nas światłość z wysokości,
79. By objawić się tym, którzy są w ciemności i siedzą w mrokach śmierci, aby skierować nogi nasze na drogę pokoju."
Dzisiejsza niedziela, staje się dla nas drzwiami, które otwierają nam nowy okres życia kościelnego, nazywany półroczem Pana. To drzwi, które rozpoczynają okres Adwentu - oczekiwania, a także czas wszystkich świąt upamiętniających przebywanie naszego Boga, Jezusa Chrystusa, tutaj na ziemi, pomiędzy ludźmi, 2000 lat temu.
Jednak Adwent nie jest wyłącznie, pamięcią tego co było ponad dwadzieścia wieków temu. Lecz ciągłym czekaniem na to, co zostało zapowiedziane, że ponownie nadejdzie dzień Pana Naszego Jezusa Chrystusa (I Kor 1,8).
Nasz Adwent, także nie zaczyna się dzisiaj, monotonnie powtarzając się z roku na rok, a czego corocznym apogeum staje się w wielu domach Wigilia. Składanie sobie życzeń, wręczanie prezentów i wspólne kolędowanie. Ten Adwent trwa od chwili gdy po męczeńskiej śmierci i zmartwychwstaniu, Chrystus powrócił do Swego Ojca, aby zasiąść po Jego prawicy i królować wraz z nim w niebie. Ten Adwent to ponowne oczekiwanie na zapowiadanego Chrystusa, ale i ciągłe życie w Nim, i z Nim.
Czasu Adwentu doświadczał także ten, którego proroctwo dzisiaj słyszymy - Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela. Ten, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej zaniemówił z powodu swojego zwątpienia (Łuk 1,5-25), w wieść o tym, iż Elżbieta jego żona urodzi mu syna, który będzie przygotowującym drogę Mesjaszowi. Dziś kiedy słyszymy słowa kapłana Zachariasza nie są one już wyrazem zwątpienia, lecz radosną nowiną, że to "Błogosławiony Pan, Bóg Izraela (...) nawiedził lud swój i dokonał jego odkupienia." (Łuk 1,68) To odkupienie znajduje się w tym, który ma rychło nadjeść."
Jednak radosna wieść Zachariasza wiąże się nie tylko z jego własnym szczęściem, gdyż zwiastuje Mesjasza, a jego jednorodzony syn będzie Jego prorokiem. Wiąże się z radością, nadzieją i dobrą nowiną dla całej ludzkości. Dla każdego człowieka.
Zachariasz prorokuje Zbawiciela, który został obiecany Abrahamowi, i który wywodzi się z królewskiego rodu Dawida. Mocarza zapowiadanego przez proroków (Łuk 1,69), o którym mówi Psalmista:
"Sprawię, że tam wyrośnie Dawidowy potomek,
Zgotuję pochodnię pomazańcowi mojemu.
Nieprzyjaciół jego okryję wstydem,
Ale nad nim zajaśnieje korona jego."(Ps. 132,17-18)
Zbliżający się Mesjasz staje się błogosławieństwem dla tych, którzy go oczekują a przekleństwem dla tych, którzy go nienawidzą. Stanie się nadzieją dla tych, którzy w Niego uwierzą i zbawieniem dla tych, którzy mu zaufają lecz zgubą dla tych, którzy się do Niego nie przyznają.
Słowa Zachariasza mają podkreślić status Jezusa Chrystusa, iż jako Bóg jest On Królem, a jako człowiek pochodzi On z rodu królewskiego, z rodu Dawida. Jego proroctwo jednak jest raz niedoczytane, a raz niezrozumiałe. Gdyż mowa o mocy Zbawiciela i o Mesjaszowej królewskiej chwale zostanie w rzeczywistości przykryta obrazem ubogiego żłobka betlejemskiego i małego niewinnego dzieciątka w stajence. Mocarny Zbawiciel, który miał wyzwolić Lud Wybrany z ręki wrogów, przyjdzie na świat w małej, brudnej szopie. Jego moc i siła będą tkwić w miłość. Zapowiadany przez proroków będzie nie poznany przez Lud Swój umiłowany.
Dlaczego? Czemu tak długo oczekiwany Zbawiciel został nie rozpoznany? Pytanie to jest wciąż zadawane przez współczesnego człowieka.
Przecież tak łatwo ujrzeć w Chrystusie Zbawiciela. Jednak nie dla ludzi żyjących od wielu lat pod okupacją. Ludzi wyglądających wolnego kraju, szukających wielkiego bohatera prowadzącego ich do boju. Podobnie jak to było podczas naszych powstań narodowych. Chcieli oni mieć swojego Kościuszkę czy swojego Dąbrowskiego. Zatopieni w swych ziemskich sprawach i troskach, zapomnieli o tym co tak naprawdę jest ważne w ludzkim życiu. O miłość, wierze i nadziei. Zasłonięci mrokiem grzechu stali się ślepymi na jasność, która przyszła do nich z wysokości.(Łuk 1,79)
Zachariasz prorokował. Jednak jego proroctwo nie zostało w pełni zrozumiałe przez Lud wybrany. Ukazał prawdę, którą jednak każdy człowiek, czy ten 2000 lat temu, czy dziś, musi sam poznać, iż małe dziecię ze stajenki w Betlejem - jest Bogiem, Ukrzyżowany jako złoczyńca na górze Golgoty - jest Bogiem. To ta sama osoba, Jezus Chrystus - Zwycięzca. W Nim należy dostrzec poszukiwanego bohatera i wyzwoliciela. Jednak to zwycięstwo jest ponadczasowym wydarzeniem, które wyzwoliło nas z mocy grzechu i śmierci (Łuk 1,79). Nas, to znaczy, tych którzy rozpoznają zarówno w oczekiwanym dzieciątku jak i w Ukrzyżowanym na Golgocie Boga - Zbawiciela.
Jasności Chrystusa zaświeciła nad Izraelem 2000 lat temu, ale pomimo śmierci ta gwiazda świeci w ciąż dla nas. Jednak tę gwiazdę trzeba dostrzec pośród wielu, które chcą jej przeszkodzić dotrzeć do nas, tworzą wokół nas ułudę jasność. W każdej epoce takie gwiazdy istnieją. Odwracają one naszą uwagę od tej jedynej prawdziwej jasności, którą jest Jezus Chrystus. Raz są to pieniądze, raz sława, czasami jakieś obrazy świętych a innym razem fałszywi prorocy. Te "światłości" tak naprawdę, tworzą dolinę cieni i mroku.
W tej dolinie mroku, są ci, którzy nie rozpoznali zapowiadanego przez proroków Mesjasza. Ci, którzy Go ukrzyżowali. Ci, którzy w dalszym ciągu cenią wyżej wartość pieniądza, niż miłość do Chrystusa. Ci dla, których, oferta dzisiejszego świata jest ważniejsza od Boga, dającego nam swą miłość.
Dlaczego tak jest? - ktoś spyta.
Odpowiedzi może nasunąć się wiele. Jednak na początku każdej z nich, będzie stało słowo "grzech".
Grzeszymy, przez co wciąż jesteśmy niedoskonali. Grzeszymy gdyż wciąż za mało ufamy. Grzeszymy gdyż tak jest łatwiej żyć, bez odpowiedzialność bycia prawdziwym chrześcijaninem. Często tłumacząc się Łaską Bożą, iż i tak dzięki niej będziemy zbawieni. Jednak jak zauważył ks. Dietrich Bonhoeffer ta łaska, jeśli będziemy traktować ją poważnie, wzywa nas do wielkiego wysiłku. Dlatego wielu ludzi wybiera wygodę w ułudzie jasności dzisiejszego świata, który jednak jest mrokiem grzechu i niewiary.
Jednak Bóg wciąż nas nawołuje przez swoje Słowo. Dzisiaj słyszymy Jego głos w prorockich słowach Zachariasza, które mówią o nadziei i szansie dla tych, którzy w tej ciemności jeszcze pozostają:
"Aby dać ludowi jego poznanie zbawienia przez odpuszczenie grzechów ich. Przez wielkie zmiłowanie Boga naszego, dzięki któremu nawiedzi nas światłość z wysokości. By objawić się tym, którzy są w ciemności i siedzą w mrokach śmierci, aby skierować nogi nasze na drogę pokoju." (Łuk 1, 77-79)
Oczekiwany Bóg jest Bogiem dającym szansę. Zarówno tym, którzy dziś dają się prowadzić przez fałszywe gwiazdy światłości jak i tym, którzy kiedyś zgubili prawdziwą drogę i dziś szukają jej na powrót. Oczekiwany Bóg w osobie Chrystusa przebija się do nas przez gąszcze mroku dzisiejszego świata i otwiera dla nas swe ojcowskie ramiona, witając każdego z jego synów marnotrawnych. A jest ich jeszcze wielu. Bóg jak dobry Ojciec wyczekuje, każdego który chce do Niego powrócić, taki musi uwierzyć w moc Ukrzyżowanego Syna Bożego.
Dlatego Adwent nie jest tylko naszym oczekiwaniem Boga, pamiątką tego co stało się 2000 lat temu. Ale odwrotnie. Adwent jest Bożym oczekiwaniem na nas. Naszą wiarę, naszą ufność i miłość do Jezusa Chrystusa.
Dziś wkraczamy w czas Adwentu. Jednak ten okres nie powinien trwać tylko kilka tygodni do Świąt Bożego Narodzenia, lecz powinien być codziennością naszego życia. Każdodniowym wyglądaniem Pana. Wiecznym czasem Adwentu, przez 365 dni w roku.
Amen
Ks. Tomasz Wola
Bezimiennie witając Boga
na podstawie: Łuk. 2, 8-12
Wigilijna historia o narodzinach małego dzieciątka w Betlejemie, przybiera różnych kolorów i barw. Im więcej widzimy szopek za witrynami sklepów, im więcej cukierkowych kolęd dobiega do naszych uszu, byśmy szybciej i mocniej poczuli klimat Świąt Bożego Narodzenia.
Jednak w tej pięknej muzyce i obrazach, ukrywają się często fałszywe, mylne wyobrażenia betlejemskiego wydarzenia.
Schludnie ubrana Maria z aureolą nad głową, uśmiechnięty Józef bez zmarszczek na twarzy i kilku malutkich pastuszków grających na wszelkich instrumentach.
A czy tak było?
Jedynym źródłem, w którym możemy zweryfikować swoje wyobrażenia nocy betlejemskiej jest Biblia - Słowo Boże.
Tam nasi uśmiechnięci pastuszkowie, których znamy z obrazków, mają na twarzy grymas przerażenia i lęku gdy pojawia się przed nimi bezimienny anioł. ( Łuk. 2,9)
Tam dzieciątko drży z zimna, gdy przychodzi na świat. Tam jest zapowiedziany lecz nie poznany Bóg - ludzkie niemowlę w żłobie położone.
A kto go wita na tym świecie? - nikt tylko rodzice! Dopiero po chwili przybywają wybrani przez Boga - by jako pierwsi przywitać malutkiego Jezusa - pasterze, których zawód w owym czasie był pogardzany. Bardzo często uważano ich za osoby podejrzane, a w niektórych miastach zakazano im nawet składania zeznań przed sądem. Uważano ich za ludzi niewiarygodnych. Były to osoby bez swojego majątku, opiekujące się owcami, które przecież nie należały do nich.
Oczywiście ta pogarda pochodziła z kręgu uczonych i wysoko postawionych w życiu społecznym, którzy to nadawali główny kierunek współczesnej myśli i religii w okupowanym Izraelu. Czyniąc w ten sposób z dzielnych ludzi rabusiów, a z ciężkiego i niebezpiecznego zawodu pasterza - złodzieja i zdradliwego najemnika.
Lecz właśnie ci ubodzy, ciężko pracujący ludzie doznają zaszczytu, by przywitać Boga na ziemi. I właśnie ci pogardzani stają się pierwszymi czcicielami Boga!
Nie pyszni i pewni siebie uczeni w piśmie, lecz ludzie prości i ciężko pracujący. Nie wywyższani przez innych lecz pogardzani, ci którzy z prostoty potrafili przyjąć Ewangelię.
Bo tak trzeba przyjąć słowa anioła skierowane do nich.
"Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszelkiego ludu, gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym."
Ta Ewangelia, radosna nowina przełamuje ich strach. Otwiera ich serca na Jezusa Chrystusa.
Opuszczają wszystko, ruszają by jako pierwsi przywitać Syna Bożego. A gdzie?
Żłób i siano, czy to oznaka bogactwa godnego króla? Nie, to symbole poniżenia i ubóstwa.
To otwarcie się Boga na cierpiących i poniżonych. Wyraźnie ukazanie po czyjej stronie Bóg stoi. Po stronie bezimiennych ludzi, ciężko pracujących na kawałek chleba. Już przez swe narodzenie Jezus wyciąga rękę do każdego z nas. Dając pierwszeństwo ubogim i pokornym, tym którzy w niego uwierzą. Nie zamyka się jednak i na uczonych i mądrych, serce i gwiazda także przyprowadziły ich do Betlejem. To znani nam Trzej Mędrcy z Ewangelii Mateusza, którzy przybyli oddać pokłon niemowlęciu.
Jednak tu należałoby się zatrzymać i podkreślić jedną ważną sprawę, że syn Boży został przywitany przez bezimiennych przedstawicieli ludzi na ziemi. Imiona Kacper, Melchior czy Baltazar nie mają miejsca w Biblii, te wraz z choinką i wieńcem adwentowym są napływem tradycji, która wzbogaca nasze obyczaje i która dodaje koloru i uroku naszym świętom.
Ta biblijna bezimienność pozwala stanąć każdemu z nas na miejscu pastuszka lub mędrca. Na miejscu ludzi, którym jest objawiona Ewangelia - Dobra Nowina o Jezusie Chrystusie. Zarówno tym narodzony w Betlejem, jak i tym ukrzyżowanym na Golgocie.
Jedni z nas przyjmują go przez czytanie książek, komentarzy i studiowanie różnych dzieł, inni zaś nic więcej prócz prostego serca, czytającego tylko Słowo Boże, będąc w czuwaniu i modlitwie.
To my pastuszkowie i mędrcy, którzy dziś oczekujemy Chrystusa powracającego w chwal!
Lecz czy znajdziemy się wśród tych bezimiennych a witających? Czy nasze serca są na to przyjście przygotowane? Owi pasterze i mędrcy stali się pierwszym zborem Chrystusa. Małym i zróżnicowanym a jednak wielkim w swym duchu i wierze.
Jak mówi Ew. Łukasza: " a ujrzawszy, rozgłosili to, co im powiedziano o tym dziecięciu."
Oni jako pierwsi poszli z Ewangelią w świat. Dając nam przykład jak głosić to w co wierzymy.
Amen
Ks. Tomasz Wola
|