Artykuły


Życie Wspólne

      Napisane w 1938, a wydane po raz pierwszy w 1939 roku dzieło Dietricha Bonhoeffera Gemeinsames Leben doczekało się wreszcie swego tłumaczenia na język polski. Przełożone przez Kazimierza Wójtowicza CR i opatrzone wstępem przez dr hab. Andrzeja Napiórkowskiego OSPPE, ukazało się w serii Vita Consecrata, wydawnictwa ALLELUJA z Krakowa.
      Tu należy zaznaczyć, że nie po raz pierwszy intelektualiści katoliccy i nie po raz pierwszy "Kraków", podjął się trudu wydania na rynku polskim dzieła protestanckiego teologa, a idąc dalej radować się tym, że obok tak renomowanych wydawnictw jak: "Znak", "PAX" czy "W drodze", pojawiają się ciągle nowe wydawnictwa, których zainteresowanie krąży wokół teologii protestanckiej (np. Oficyna Wydawnicza "Signum" z Oleśnicy, która wydała na nasz rynek kilka dzieł Paula Tillicha - tłumaczenia Jan Adriana Łaty, czy w/w Wydawnictwo "ALLELUJA" dzięki, któremu na naszym rynku od 1999 roku można dostać dzieło Krzyż i zmartwychwstanie Dietricha Bonhoeffera).

      Struktura książki nie przedstawia zastrzeżeń, aczkolwiek już na początku odczuwa się brak wstępu napisanego przez protestanckiego teologa. Oparte na ostatniej edycji z 1997 roku "Gemeinsames Leben" zostało pozbawione także indeksu: osób, rzeczy i miejsc.
      Po krótkim słowie wstępnym autora, znajdujemy pięć rozdziałów, które pod względem tematycznym zgadzają się z podrozdziałami i treścią dzieła. Pierwszy rozdział definiuje i ukazuje czym jest życie wspólne i jak ważne w tej kwestii pozostają akcentowane w luteraniźmie "sola gratia" i "solus Christus". Następny rozdział dogłębnie ukazuje, jak powinien przebiegać dzień bycia we wspólnocie. Zwracając zdecydowaną uwagę na to, czym jest i jaka powinna być modlitwa chrześcijanina. Rozdział trzeci można uznać za kontynuację poprzedniego, ze wskazaniem jednak na chwile "samotności" we wspólnocie i modlitwę osobistą, po czym w płynny sposób następuje przejście do następnego rozdziału dotykającego służby we wspólnocie. Opierając się na wybranych tekstach biblijnych Starego i Nowego Testamentu, autor uczula czytelnika na swego bliźniego, z jego grzechami, osądzaniem, wysłuchaniem i przebaczeniem. Piąty rozdział nosi tytuł "Spowiedź i Wieczerza Pańska". W nim, Dietrich Bonhoeffer, powraca do przepracowanego wielokrotnie w teologii protestanckiej tematu Sakramentu Ołtarza, przede wszystkim zaś pokuty i spowiedzi. Uwrażliwia on w nim czytelnika na dawno zapomnianą (w luteraniźmie) formę spowiedzi przed "współbratem". To mowa oczywiście o spowiedzi nie przy konfesjonale, w którym siedzi kapłan, a o wyznaniu grzechów przed drugim chrześcijaninem ze wspólnoty, gdyż tu "...upada ostania twierdza samousprawiedliwienia (...). Spowiedź przed współbratem jest najgłębszym upokorzeniem, boli i pomniejsza, uderza z całą mocą w pychę " "Zakończeniem" dzieła staje się wspólnota Stołu Pańskiego, do której autor przygotowywał czytelnika przez cały ciąg wydarzeń wyjętych ze wspólnotowego życia chrześcijanina.

      Czytając dzieło "Życie wspólne", można dojść do wniosku, że stanowi ono drugi tom wydanego przez wydawnictwo "W drodze" (Poznań 1997) "Naśladowania" (Nachfolge) D. Bonhoeffera, w którym odczuwa się ten sam klimat i atmosferę. Idealistyczne poglądy autora będące efektem jego pracy i życia w seminarium kaznodziejskim w Finkelwalde pojawiają się na stronach obydwóch dzieł. Przepełnione duchowością i luterańskim chrystocentryzmem wskazują one na człowieka stojącego, wraz ze swym bratem, przed Ukrzyżowanym. Tu należy podkreślić, że trudno rozdzielić sytuację życiową D. Bonhoeffera z jego refleksją teologiczną . "Niewielu bowiem jest teologów, u których kontekst sytuacyjny i refleksja teologiczna tworzą tak nierozerwalną całość..." Gdyż do okresu 1939, autor dzieła "Życie wspólne" był tylko "teoretycznym" przeciwnikiem faszyzmu, żyjącym w nadziei, że wewnętrzny dramat Niemiec skończy się szybko, co później jednak przerodziło się w praktykę antyhitlerowską i spiskową działalność polityczną. Dlatego inaczej wyglądałaby myśl Bonhoeffera dotyczących "zemsty i sprzeciwu wobec wroga" przed 1939 rokiem: "Czy wolno nam wiec zmawiać psalmy nawołujące do zemsty? My, będąc grzesznikami i łącząc z tym tekstem złe myśli, nie możemy ich odmawiać, ale my - o ile jest w nas Chrystus, który sam doświadczył zemsty, aby Jego wrogowie zostali uwolnieni - my, jako członki tego Jezusa Chrystusa, możemy również i tymi psalmami się modlić: przez Jezusa Chrystusa." I po 1939 roku: "Byliśmy milczącymi świadkami czynów złych, jedliśmy chleb z niejednego pieca, nauczyliśmy się sztuki maskowania i wieloznacznej mowy; doświadczenia uczyniła nas podejrzliwymi i nierzadko musieliśmy skąpić ludziom należnej im prawdy i wolnego słowa, wśród konfliktów nie do zniesienia staliśmy się zepsuci, być może cyniczni i czy możemy się jeszcze przydać? Nie geniusze ani cynicy, mizantropi czy wyrafinowani taktycy, ale prości zwykli, szczerzy ludzie będą jutro potrzebni. Czy nasz opór wewnętrzny przeciw temu, co zostało nam narzucone, będzie dość silny, a prawości nasza wobec nas samych dość bezwzględna, by móc ponownie odnaleźć drogę do prostoty i szczerości?" Odpowiedź na to pytanie znalazła miejsce w życiu i śmierci luterańskiego pastora z Wrocławia (Breslau).

      Wracając jednak do treści niniejszego dzieła, to powinno znaleźć się ono w księgozbiorze każdego chrześcijanina, gdyż w nim jest "coś dla każdego", począwszy od parafianina, który pojawia się raz w miesiąc w kościele, by przyjąć dary Stołu Pańskiego, aż po księży i biskupów, którzy ich udzielają. Prostota przekazu, z treścią myśli prekursora "świeckiego chrześcijaństwa", wprowadza czytelnika we owe "życie wspólne". Występuje tu subtelne wymieszanie "bultmanowskiego - egzystencjalizmu", z "bathiańskim Chrystusem", będącym pomostem nad próżnią diastazy. To On wyzwana nas, by wspólnie wypowiedzieć "Kyrie eleison". W tym miejscu należy zatrzymać się przy Wstępie do dzieła D. Bonhoeffera, dokonanym przez dr hab. Andrzeja Napiórkowskiego, bez którego "Wstępu książka ta byłaby jak ogród bez ścieżek i alejek."

      Autor niniejszego Wstępu pomimo swych dobrych intencji nie ustrzegł się kilku podstawowych błędów, o których należy wspomnieć: na s. 15 najznakomitszy teolog protestancki XX z kościoła ewangelicko reformowanego (kalwińskiego) - Karol Barth - jest "reformowanym luteraninem", na s. 22 czytamy, że formą "pokrewną bierzmowania jest konfirmacja ale nie w sensie sakramentu." Na tej samej s. 22 dowiadujemy się, że dla Lutra, Kościół jest wszędzie tam. "Gdzie wiernie jest zwiastowana Ewangelia i udzielane są Sakramenty" - z czym można toczyć długą polemikę. Miłym ekumenicznym akcentem, bądź zwykłą pomyłką można nazwać mówienie o luterańskim duchownym "nasz niemiecki chrześcijanin "(s. 9). Wcześniej na tej samej stronie (s. 9) autor przeskakuje w błachy sposób z teologii liberalnej do 1933 roku i twórczości D. Bonheoffera, omijając bardzo ważny w dziejach autora "Życia wspólnego", okres teologii dialektycznej, a w szczególności osoby Karola Bartha, który wywarł niebagatelny wpływ na młodego teologa z Wrocławia. Wspólne działanie w Kościele Wyznającym i korespondencja pomiędzy nimi nie mogą przejść bez "echa" nawet gdy pisze się najkrótszą biografię, któregoś z nich.

      Pomimo swych ekumenicznych intencji, autor wstępu za Magisterium Kościoła rzymsko - katolickiego podaje, że luterańskiego "wyznania nie można nazwać Kościołem, ponieważ nie zachowało prawomocnego episkopatu i całkowitej rzeczywistości eucharystycznego misterium. Jednak ochrzczeni w tej wspólnocie są przez chrzest wszczepieni w Chrystusa i dlatego są w pewnej wspólnocie, choć nie doskonałej, z Kościołem Chrystusowym."
      Co jest prawdą i co można było zauważyć w niedawnej Deklaracji Dominus Iesus z roku 2000. Tym cytatem dr hab. A. Napiórkowski burzy całą atmosferę ekumenizmu, którą tak skrupulatnie budował od pierwszych stron swego "Wstępu" Dlatego zasadnym wydaje się stwierdzenie, że chodząc po owym "ogrodzie - wstępu", można zbłądzić w niektórych "alejkach i ścieżkach", lub wejść w "ślepą uliczkę". Sugerując wydawcy, współpracę z intelektualistami protestanckimi.

      Na koniec, należy jednak najgoręcej podziękować wydawnictwu "ALLELUJA", za podjęcie się przekładu na język polski, tak długo oczekiwanego dzieła "Gemeinsames Leben". Z niecierpliwością czekając na więcej.


Ks. Tomasz Wola

Recenzja ukazała się w Kwartalniku społeczno-kulturalnym "Myśl Protestancka" w roku 2002


Ewangelik to Polak - Ewangelik to Pilanin

      Ostatnie lata przyniosły Miastu Piła wiele zmian. Do nich należy także powstanie Parafii Ewangelicko - Augsburskiej przy ul. Kilińskiego 7, która ze względu na sprawę toczącą się wokół budynku byłej plebani luterańskiego kościoła św. Jana, a teraz Społecznego Technikum Budowlanego stała się obiektem zainteresowania mediów. Zaczyna się mówić o "Powrocie Ewangelików". Ale przecież oni nigdzie nie odeszli!

      Kim byli i są
      Oni byli, są i będą zawsze związani ze stolicą północnej wielkopolski. Można powiedzieć, iż stanowią nierozerwalną części społeczno - kulturową Piły, a początki pilskiego luteranizmu sięgają dwudziestolecia 1566-1586, gdy tutejszy starosta i wojewoda poznański Łukasz Górka, jeden z czołowych protektorów Reformacji w tym regionie, przekazał współwyznawcom miejscowy kościół parafialny, a pierwsi pilscy ewangelicy byli Polakami. Niestety Kontrreformacja, a później zabór - pruski wykrzywiły obraz Ewangelika - Polaka. Jednak ci byli i w dalszym ciągu są wśród nas. Ten rok znakomicie ich zaprezentował. Adam Małysz czy Jerzy Pilch zdobywca tegorocznej nagrody Nike to Ewangelicy - Polacy "dziś", gen. Władysław Anders, Stefan Żeromski czy Mikołaj Rej to Ewangelicy z "wczoraj".

      Zginęli za Polskę
      Sama Piła i jej okoliczne tereny niestety nie wydały na świat tak znanych Ewangelików Polaków, o których wspominałyby dostępne nam źródła Ale wielu z nich, którzy tutaj żyli walczyło z faszyzmem i ginęło w obronie polskości. Jak choćby ks. senior Gustaw Manitius z poznańskiej parafii, zamordowany w VII Forcie w Poznaniu przez hitlerowców, czy naczelny biskup Kościoła Ewangelicko - Augsburskiego w Polsce ks. Juliusz Bursche zamęczony na śmierć w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen - Oranienburg. Dlatego najwyższa pora by w końcu wyjść ze stereotypu: Polak - Katolik, Niemiec - Ewangelik, Rosjanin - Prawosławny. Gdyż to nie łączy nas w jedność lecz powoduje niepotrzebne podziały. Wojewódzki Konserwator Zabytków, pan Roman Chwaliszewskiego, podkreśla, iż "Piła od zarania swych dziejów była miejscem pracy i życia ludzi różnych wyznań. Wśród nich byli także ewangelicy - zarówno Polacy jak i Niemcy. Współpraca ta przetrwała wieki. Dotyczyła ona zarówno ludzi zwyczajnych jak i duchowieństwo. Jednym z takich przykładów były bliskie kontakty proboszcza Miejskiej Gminy Ewangelickiej (Kościół mieścił się w miejscu dawnego Placu Zwycięstwa) z duchowieństwem katolickim, także polskim. Postawa ta była negatywnie oceniona przez władze hitlerowskie, które uwięziły tego przepojonego duchem ekumenizmu duchownego. Obecnie dziedzictwo kulturowe naszego miasta i regionu przepojone jest wieloma elementami duchowości oraz dorobku materialnego ewangelików. Należy zaliczyć do nich głównie budynki kościelne i cmentarze. Dla jednych są one świadectwem historii i ludzkiego trwania , dla innych zaś pomostem kontynuacji."

      Tworzyli naszą kulturę
      Dziś po wielu latach ewangelicy pilscy mogą spokojnie spotykać się w swej małej Świątyni przy ul. Kilińskigo 7, zjeżdżając się z najróżniejszych miejscowości byłego województwa pilskiego. Gdyż w końcu mają swojego księdza na miejscu i swoją plebanię. Znów zrodziła się możliwości by mogli wśród nas egzystować pilscy - luteranie, którzy przecież tak dużo wnieśli w życie i krajobraz okolicznych terenów. To przecież kościół rzyk. - kat. przy ul Browarnej, to ogromny budynek Urzędu Miasta przy placu Staszica, to szkoły, cmentarze i plebanie, które teraz wielokrotnie służą do innych celów. A to oznacza jedno, że ludzie tego wyznania współtworzyli kulturę i tradycje miasta Piła, które było znane z tolerancji i współegzystencji wielu wyznań. A jak jest teraz?

      Tolerancja
      Pojęcie tolerancja znalazło swoje miejsce w słowniku naszego społeczeństwa, lecz nie do końca jest ono tak samo rozumiane. Wiele osób czy instytucji jest tolerancyjnych, do momentu kiedy "Ten Inny" się nie odzywa i kiedy "Ten Inny" nie prosi o swoje. Jednak dopiero przy takich próbach, to słowo nabiera swego właściwego wymiaru i znaczenia. Tak się stało i Pile.
      Władze Miasta jako jedne z pierwszych w województwie wielkopolskim bezkonfliktowo uregulowały sprawę zwrotu byłych nieruchomości Kościoła Luterańskiego w Polsce. Kompromis ten nie godził ani w interesy Miasta i ani Kościoła. Miasto zyskało 18 ha gruntów, na swoją własność, o które nikt się już nie upomni, a Kościół Ewangelicko - Augsburski w Polsce zyskał nową Parafie w Pile z filiałem w Chodzieży, w której nie dawno miała miejsce pierwsza - historyczna konfirmacja po II wojnie światowej.
      Tym sposobem Władze Piły podtrzymały chlubą tradycję naszego Miasta, jako miejsca tolerancji i poszanowania praw "Tego Innego".


Tomasz Wola
Artykuł ukazał się w "Tygodniku Nowym" 20.11.2001r.

Kim Jesteśmy
Rozważania
Aktualności
Historia
Artykuły
Kontakt
Linki
This page is created by Piotr Kozieł